Deepfake z wygenerowanymi przez sztuczną inteligencję „polskimi dziewczynami” propagującymi Polexit wywołał dyskusje w social mediach na temat metod przeciwdziałania dezinformacji.
Najpopularniejsza dyskusja przybrała poniższy, dość nieoczekiwany przebieg, biorąc pod uwagę fakt, iż większość osób opowiadających się za występowaniem w social mediach z prawdziwego imienia i nazwiska – pisze z konta anonimowego, tzw. fake-konta (zapis zanonimizowany, zachowana oryginalna pisownia):
Bez radykalnych posunięć w sferze social mediów, EU nie ma żadnych szans i na 100% się rozpadnie oraz wejdzie pod but Rosji/Chin i USA. Żadnych szans powtarzam – któryś już raz.
Powtarzam moje postulaty:
1. Identyfikacja każdego konta w socjal mediach, które może wchodzić w jakąkolwiek interakcję: publikować posty, lajkować, podawać dalej i komentować. Weryfikacja użytkownika, która pozwoli na namierzenie źródła dezinformacji w ciągu kilku sekund.
2. Penalizowanie działań jakichkolwiek farm botów i trolli. Każdy może mieć tylko jedno konto na danej platformie.
3. Dokładna identyfikacja miejsca (kraju, miasta, województwa ?) każdego z użytkowników, którzy publikują treści w sieci. Coś jak wprowadził to X i wyjaśniono setki troli i fejk kont.
(Jak chcesz tylko oglądać – możesz zachować ułudę anonimowości)
Logowanie do wszystkich sociali za pomocą mObywatel i po temacie. Ja jestem za. Rozumiem jednak, że ludzie boją się, że znowu przyjdzie pis i będą prześladowani w szkole, miejscach pracy, wytykani palcami. Do tego dodaj twory pegasuso podobne i szMateckiego.
Kto będzie decydował co jest dezinformacją ??? I jaką mamy pewność że kiedy polityk x czy obywatel opublikuje film w którym wytknie nadużycia partii rządzącej będące prawdą, ktoś nie nakaże usunięcia filmu, o karze nie wspominając ??
a.
Wiele osób korzysta z anonimowych kont nie dla dezinformacji, lecz dla ochrony swojej tożsamości w wrażliwych tematach. A co osobami niestabilnymi psychicznie, fanatykami politycznymi albo religijnymi, bo poczuli się obrażeni i zapragną zapukać do drzwi ?
B.
Poszedłbym dalej, każdy w internecie pod swoim imieniem i nazwiskiem.
Đ.
Odpowiedz mi po co? Jakie dane chciałbyś przekazywać np. Muskowi, który byłby również administratorem tych danych. Przecież tak naprawdę dzisiaj nikt w sieci nie jest anonimowy.
Z.
·
A jak wygra PiS to bedzie nas wsadzal za krytyke-bardzo krotkowzroczne podejscie
o.A.
Gotowy na strzelaninę? -Bo do tego doprowadzą takie „postulaty”. Będziesz miał uzbrojoną przez Rosjan, albo kogokolwiek ochotniczą partyzantkę, która nie będzie się z wami pierdolić.
Zapytam, a jak chronić użytkowników przed stalkerami jeśli dane użytkownika są dostępne? Mnie się stalkera udało odciąć (a śledził mnie na trzech różnych platformach), dzięki ustawieniem prywatności i temu, że nie dało się mnie namierzyć przy pomocy danych konta.
Realizacja apelu identyfikacji użytkowników w sieci jako warunku dostępu obywateli do Internetu – łamie konstytucyjne i konwencyjne prawa człowieka.
Walka z dezinformacją i zapobieganie jej nie może odbywać się kosztem podstawowych praw i wolności.
Zaś postulaty obowiązkowej identyfikacji użytkowników (np. przez mObywatela) uderzają w fundamenty praw człowieka:
1. Prawo do życia prywatnego (prywatność i anonimowość)
Zgodnie z Artykułem 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego.
- Ochrona przed inwigilacją: anonimowość w sieci nie służy tylko przestępcom. Jest niezbędna dla sygnalistów, osób doświadczających przemocy czy mniejszości. Wymóg np. logowania mObywatelem sprawia, że państwo (oraz korporacja zarządzająca daną platformą) ma pełny wgląd w każdą aktywność zidentyfikowanego obywatela.
- Ryzyko wycieku danych: Jak słusznie zauważyli komentujący, przekazanie wrażliwych danych platformom takim jak X oznacza, że trafiają one w ręce prywatnych miliarderów lub mogą zostać przejęte przez hakerów. Zlikwidowanie anonimowości naraża ludzi na realne niebezpieczeństwo fizyczne (przykładowo stalking, o którym wspomniała jedna z komentujących, retorsje i prześladowania ze strony władzy politycznej, odwet pracodawcy, fizyczne i wirtualne ataki ortodoksyjnych grup lub osób niestabilnych emocjonalnie).
2. Wolność słowa i „efekt mrożący”
Artykuł 10 Konwencji gwarantuje wolność wyrażania opinii. Obowiązkowa identyfikacja drastycznie ją ogranicza poprzez tzw. chilling effect (efekt mrożący).
- Autocenzura: gdy użytkownik wie, że każda krytyka rządu, szefa czy lokalnej grupy interesu jest bezpośrednio powiązana z jego nazwiskiem i adresem, przestaje mówić prawdę. Strach przed represjami (utratą pracy, nękaniem przez służby, o czym napisał jeden z komentujących) zabija debatę publiczną.
- Kto definiuje prawdę? Jeden z dyskutantów postawił istotne pytanie: kto będzie arbitrem dezinformacji? Jeśli państwo posiadać będzie narzędzia do natychmiastowej identyfikacji każdego „dysydenta” pod pretekstem walki z dezinformacją, z łatwością może użyć tych samych narzędzi do uciszania niewygodnej opozycji i eliminowania jej z przestrzeni internetowej.
Tabela konfliktu wartości
| Cel: walka z dezinformacją (ochrona zbiorowości) | Cel: ochrona praw człowieka (ochrona jednostki) |
| Dezinformacja (np. deepfake z „polskimi dziewczynami”) niszczy zaufanie do demokracji i może prowadzić do destabilizacji państwa. | Prawo do anonimowości chroni jednostkę przed tyranią większości lub autorytarnym rządem. |
| Postulat: całkowita transparentność. Każdy głos musi mieć „twarz”, by można było ukarać kłamcę. | Postulat: prawo do prywatności. Tożsamość powinna być ujawniana tylko w przypadku popełnienia przestępstwa, na drodze sądowej. |
| Ryzyko: brak działań doprowadzi do przejęcia kontroli nad umysłami przez wrogie mocarstwa (Rosja/Chiny). | Ryzyko: walka z dezinformacją stanie się narzędziem totalnej inwigilacji, gorszym niż same fejki. |
Demokracja nie polega na wyborze jednego z tych celów kosztem drugiego, lecz na szukaniu rozwiązań proporcjonalnych.
Dlaczego radykalne posunięcia są niebezpieczne?
Argumentacja o konieczności „namierzenia źródła w kilka sekund” zakłada idealne funkcjonowanie państwa. Jednak historia uczy, że narzędzia stworzone do walki z „trolami” są niemal zawsze używane przeciwko obywatelom, gdy tylko zmienia się władza (co zauważają pozostali dyskutujący).
Wprowadzenie mObywatela jako przepustki do internetu byłoby de facto końcem wolności słowa w dotychczasowym rozumieniu, ponieważ wolność ta obejmuje także prawo do wypowiadania się bez lęku przed bezpośrednią retorsją ze strony aparatu państwowego.
Dezinformacja bezspornie skutkuje naruszeniem praw człowieka. Jednak lekarstwo zaproponowane w dyskusji – czyli likwidacja anonimowości w sieci– jest, pomijając nawet niekonstytucyjność takiego rozwiązania, dla demokratycznego państwa groźniejsze od dezinformacyjnej pandemii, z jaką mamy do czynienia już we wszystkich kategoriach życia.
Rozwiązaniem zgodnym z prawami człowieka jest edukacja, lepsza moderacja treści oparta na algorytmach i prawie cyfrowym (np. unijny akt DSA), a nie odbieranie konstytucyjnych i konwencyjnych praw i wolności i przymusowe legitymowanie każdego internauty.
Akt o usługach cyfrowych (Digital Services Act – DSA) to obecnie najważniejszy unijny oręż w walce z patologiami internetu, a jego pełne wdrożenie w Polsce jest warunkiem absolutnie niezbędnym do tego, aby systemowe metody walki z dezinformacją zaczęły skutecznie działać w praktyce.
